wtorek, 2 sierpnia 2016

Balansowanie (Justyna Bargielska, „Nudelman”)

Anna Nogaj
("Projektor" - 5/2014)
Justyna Bargielska (ur. 1977), laureatka kilku nagród (m.in. w 2010 r. za tomik „Dwa fiaty” – Nagroda Literacka Gdyni), oddała w ręce swoich czytelników nowy zbiór wierszy. Trzeba zaznaczyć, że jest przeznaczony dla osób o mocnych nerwach, lubiących poezję katastroficzną, z dozą naturalizmu, miejscami brutalną.

Jedni zakochają się w tej twórczości, inni będą patrzeć z odrazą. Taka jest poezja Bargielskiej, chociaż to chyba pierwszy zbiorek, w którym w takim stopniu podejmuje wspomnianą powyżej narrację.

Ogólnie dużo tu o śmierci, czy ściślej rzecz ujmując o jej przeżywaniu przez podmiot, odczuwaniu każdym zmysłem. Nasuwają się obrazy iście katastroficzne, pełne zagłady i opuszczenia. Nie ma człowieka, Boga, miłości. Jest to, co jest i trzeba się z tym pogodzić, można co najwyżej mówić o tym i szukać jakiegoś ratunku, który może kiedyś nadejdzie. Podmiot jest bardzo mocno wycofany z życia: Jaram się, że mnie wcale nie ma („Rio Negra”), aby za moment mocno je przeżywać, drążyć swoją duszę. Może dziwi, że w tym wrogim, apokaliptycznym świecie pojawiają się wątki religijne – ciche wołanie do Boga o pomoc a zaraz oskarżanie go o całe zło tego świata: Po prostu chodzi mi o to, żebyśmy pamiętali/ że Bóg stworzył świat, żeby nas pobrudził („Mrs Wolverine”). W wierszu „Próba doszorowania” podmiot opowiada o zasłyszanym od włoskiego księdza ostrzeżeniu, aby podczas trzęsienie ziemi stać pod futryną, dalej dodaje: Całe życie stoję pod futryną, a dwa razy nawet sama nią byłam. Także tkwi w odrętwieniu i nieistnieniu, ciągłym bólu i lęku przed rzeczywistością. A w tej brakuje także miłości, która owszem jest dana człowiekowi, ale na chwilę i niesie ze sobą wiele bólu, tęsknot: Ślicznie ci było w moim staniku, kochany/ ale Pan najwyraźniej przeznaczył mi inny kielich („Król w świecie żaluzji”). Może nie ma jej dlatego, albo może jest na chwilę tylko dlatego, że zamknięta jest w ciele. Tak samo, jak podmiot, który odczuwa swoje uwięzienie w materialności: Opłakiwać twoje ciało, być zjadana w swoim,/ i pilnować, by nikt nie podchodził” („Na czas zamknięcia gładki”). Podmiot miota się, szuka i nie może ukonstytuować w zastanej rzeczywistości. Balansuje na granicy życia i śmierci, przeciwieństw, sensu i bezsensu. Można odczuć, że przez szarą i gęstą mgłę utkaną z ciężkich wersów, przebija jakiś nikły płomyk światła, którego jednak żadną siłą nie da się rozpalić, zachować. Zostaje ciche czekanie i zgoda na życie ze wszystkimi jego ograniczeniami i bólem. W powodzi beznadziei, odczłowieczonego seksu i pustki, to właśnie pogodzenie się ze sobą i światem niesie jakieś pocieszenie: Prawda mnie wyzwoli, czyli obedrze do kości (…) Po prostu będę z ty żyła („W tym kraju ludzie jedzą nadal mnóstwo wiewiórek”).

I jeszcze okładka. Dom bez okien, ma jedyne drzwi i rośnie przy nim drzewo z umieszczonym wewnątrz korony liści chaotycznym tekstem. Ten dom to więzienie, w którym tkwi podmiot. Ale podczas lektury odnosi się wrażenie, że wciąż szuka swojego okna na świat, a może szuka w sobie siły, aby takie okno na ten świat otworzyć?
Justyna Bargielska, „Nudelman”, s. 40, Biuro Literackie, Wrocław 2014.