środa, 3 sierpnia 2016

Wymiar ludzkiej egzystencji (Andrzej Sosnowski, „Dom ran”)

Małgorzata Angielska
("Projektor" - 3/2015)
Andrzej Sosnowski jest nazywany najtrudniejszym polskim poetą, ale też jednym z najbardziej istotnych i wpływowych. Laureat „Silesiusa” z 2008 r. kazał czekać na nową książkę „Dom ran” prawie trzy lata. 

Czytanie utworów Sosnowskiego jest nie lada intelektualnym wyzwaniem. Sam autor mówi o pisaniu w następujący sposób: Istnieje pewnego rodzaju nieuczciwość w pisaniu, które polega na tym, że pisze się coś i jednocześnie pod stołem podaje czytelnikowi klucz, mówiąc: weź, otwórz, zobaczysz absolutnie wszystko. Pod stołem pojawia się dodatkowa karta, czyli zwycięski klucz. Po co ta podwójność? Sprawa robi się dziwna: piszę coś, a równocześnie sam mam do tego taki klucz, który czytelnik też powinien wprowadzić do zamka, ponieważ jest to nasz wspólny klucz. 

Warto zastanowić się nad sensem tytułu tomu. „Dom ran” to odwrócone słowo „random” – przypadkowość, obojętność materii. Jest on wielowymiarowy. Nawiązuje do stanu emocjonalnego bohatera lirycznego, otaczającego go świata i pragnień, których nie jest w stanie zrealizować. „Każdy na własny rachunek, w jedną z pięciu stron świata./ Jeszcze moment na czucia opaczne, drżenia, aprozodie./ Potem stanął czas, żeby spokojnie można go było zabić” – jak czytamy w „***(1)”. Czas u autora odgrywa ważną rolę. Jest nieuchwytny, mija w okamgnieniu i nawet nie wiadomo, kiedy: Został zabity, a z nim ziemia, języki, ciała gwiazdy też/ musiały się zatrzymać, więc naprawdę nie zostało nic. To „nic” oznacza życiową pustkę, zawód, żal za uciekającym życiem, nie naprawieniem błędów. Na koniec czytamy: Albo nic pozostało, jak wolisz. Pytanie tylko, po co/ taka rzecz miała się wydarzyć. Ciebie nawet tu nie ma. Wydawać by się mogło, że nic bardziej nie rani niż pustka, ale najbardziej nieznośna w życiu jest samotność, przed którą nie można uciec. 

Autor tomu „Domu ran” nawiązuje do bardzo aktualnych spraw. Dotyczą one zwykłego człowieka, ale poprzez działanie niektórych czynników, zwłaszcza medialnych, nabierają one ogromnych rozmiarów (jak w wierszu „Red Bull Action”). Sosnowski skupia swoją uwagę na problemach egzystencjalnych. W sposób prosty – przez ograniczoną ilość środków stylistycznych i komunikatywny dla odbiorcy język pisze o tym, co go denerwuje. Dotyka tematu wszechogarniającego konsupcjonizmu i mass mediów – chore dziecko „promowane” przez jakąś instytucję charytatywną nagle przestaje być anonimowe, jego popularność i sława przewyższa nawet Pistoriusa, niepełnosprawnego biegacza, lekkoatletę. Skłania nas to do smutnej refleksji, że łatwiej zyskać rozgłos dzięki swej niepełnosprawności, a choremu buduje się pomnik.

W poezji Sosnowskiego można dostrzec neologizmy, jak u Białoszewskiego (obłocznicą... płanetnicą... płaczennicą – „Outro”). Autor jest otwarty na świat. Wskazuje na intelektualną miałkość społeczeństwa czy polityczną niemoc. W swych utworach poeta odnosi się do wielu tekstów kultury. Sosnowski nie korzysta z półśrodków. Dlatego jest to poezja trudna w interpretacji, niemniej warto do niej sięgnąć.

Andrzej Sosnowski, „Dom ran”, s.40, Biuro Literackie, Wrocław 2015.