sobota, 6 sierpnia 2016

Wyzwanie rzucone przemijaniu (Anna Arno „Jaka szkoda. Krótkie życie Pauli Modersohn-Becker”)

Agata Orłowska
("Projektor" - 2/2016)
W obliczu przemijania można zastygnąć, przybrać pozę wycofania, stać się cichym apologetą tego, co odeszło. Można też wyjść mu naprzeciw, z egzaltacją i dzikim apetytem rzucić się w wir życia, z nawiązką spłacać dług czasu danego na ziemi. Tę właśnie – krótką niestety – drogę wybiera Paula Modersohn-Becker, ikoniczna postać niemieckiego malarstwa XX wieku, której biografię mamy szansę poznać dzięki Annie Arno.

„Jaka szkoda. Krótkie życie Pauli Modersohn-Becker” to opowieść nie tylko o nietuzinkowej postaci, która szaleńczą pasją i determinacją, wbrew wielu zasadom i przeciwnościom wywalczyła swojemu nazwisku miejsce w panteonie wielkich twórców. To również nieprzypadkowe studium malarstwa od czasów antycznych po trzecią dekadę XX wieku. W książce młodej historyk sztuki, eseistki, tłumaczki, autorki utworów prozatorskich i biografii, nic nie jest opisane pobieżnie. Arno, jak na badaczkę przystało, rzetelnie, z detektywistyczną precyzją odkrywa kolejne karty z życia niemieckiej artystki. Prezentuje przy tym nie tylko bogate zaplecze merytoryczne, ale też ujmującą artystyczną wrażliwość.

Opowieść, do której preludium stanowi 50-stronicowy zbiór reprodukcji najważniejszych dzieł Pauli Modersohn-Becker, sączy się pomiędzy dwoma filarami – historią życia malarki i efektem jej pracy twórczej. Biografistka w przekonywujący sposób oddaje rolę i rangę malarstwa w życiu swojej „muzy”. Choć jej bohaterka „umiera” tuż za połową lektury, czytelnik obcując do ostatniej strony już tylko ze sztuką, przywołującą Gauguina, Cézanne'a, Dürera czy Picassa nie musi czuć się osamotniony. Z pewnością jest to zasługa specyficznej kompozycji utworu i głębokiej, sugestywnej analizy obrazów, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się skrajnie odbiegać od ulubionej estetyki.

Czym właściwie przykuwa uwagę postać niemieckiej malarki, która zmarła w wieku 31 lat, nie doczekawszy się nawet pierwszej wystawy? Przede wszystkim bezkompromisowością w ochronie powołania. Odwagą w przełamywaniu artystycznych konwencji, w dążeniu do wolności wyrażania siebie, nawet za cenę niezrozumienia i krytycznej postawy środowiska. Rozdarciem wewnętrznym pomiędzy patriarchalnym ujęciem roli kobiety, a determinacją, podporządkowującą całe życie pracy twórczej. Gotowością do podjęcia wszelkich artystycznych wyzwań, które jednak nie nadchodzą, ziszczając w najpłodniejszym okresie lęki o przedwczesnej śmierci. Paula Modersohn-Baker przyciąga uwagę także barwnymi postaciami, które żyły wokół niej, m.in. osobą Reinera Marii Rilkego, który jako jedyny w pełni doceniał jej wielkość nim było za późno.

Zatem, czy warto zanurzyć się w życiu i twórczości artystki, która jako pierwsza kobieta przedstawiała swoje ciało w akcie, bez upiększania, z wrażliwością, odwagą i pasją, przypadłą tylko największym w jej epoce? Anna Arno swoją publikacją zachęca – i choć wybór pozostaje wolny, malarka wraz z nim nie przeminie.