piątek, 5 sierpnia 2016

Żywioły Radka Nowakowskiego (Radosław Nowakowski, liberatorium)

Agnieszka Kozłowska-Piasta
("Projektor" - 1/2016)
Pomysły, spostrzeżenia i refleksje przekłada na język wyjątkowych książek. Nie tylko je wymyśla i pisze, ale składa, projektuje, rysuje, drukuje i oprawia. Integralne dzieła to – jak sam mówi – kolejne części „NIEOPISANIA ŚWIATA”. Cztery nowe, a właściwie cztery i pół, ujrzały światło dzienne w ciągu ostatnich 2-3 lat.

Próżno ich szukać w księgarniach, ale nie wolno ich nie zauważyć. Zwłaszcza, że ich autor, Radosław Nowakowski, mieszka niedaleko Bodzentyna, w Dąbrowie Dolnej i właśnie tam, w swoim domu, na strychu, w wydawnictwie Liberatorium, tworzy kolejne dzieła.

Świat

„Tuleja” – zrolowana, 6-warstwowa, teleskopowa książka.
Każda linijka to jedno zdanie logicznie wynikające ze zdania poniżej i powyżej. Dlatego każdą kartkę-warstwę można czytać w kółko, dosłownie, z góry na dół i z dołu do góry. – To wyjątkowy przypadek; zawsze wszystko wymyślam jednocześnie. Pomysł książki w kształcie tulei pojawił się jako projekt jakiegoś katalogu kilka lat temu. Zrezygnowałem z niego, bo był zupełnie niepraktyczny. Odstawiłem model na półkę. Czekał. Pusta książka-rulon. Aż wreszcie któregoś dnia wypełniła się opisem świata tulejowego – wyjaśnia Radosław Nowakowski. Świat płaski w formie „rozprostowanego globusa”, czyli mapy, Nowakowski opisał już wcześniej. To 24. część „Nieopisania świata”. Wtedy dał czytelnikom wybór: olbrzymią mapę można było zgnieść w kulę z powrotem przypominającą globus. Nic dziwnego, że w kolejnych etapach podróży mentalnej Nowakowski opisuje inne mniej lub bardziej abstrakcyjne i absurdalne warianty przestrzeni świata. Co po tulei? – Remontując starą szopę zauważyłem, że deski przybijane poziomo na zakładkę przekształcają ścianę w poliniowaną stronę. To baza do opisu świata graniastego. Kilkanaście lat temu pisałem książkę na ścianach Hali 1000 Ton w starej fabryce Norblina w Warszawie. Wtedy pisałem wewnątrz, teraz będę pisał na zewnątrz. Teraz cały budynek stanie się książką. Niewielka szopa zamieni się w bookszopę. Oczywiście, jeśli mi się uda to zrobić, a jeśli tak, to może powstaną jakieś graniastosłupowe miniaturki bookszopy. Jeśli nie, to szopa dalej będzie tylko szopą – opowiada artysta.

Żywioły
W swoich nowych książkach Nowakowski pochylił się także nad żywiołami, podstawowymi składnikami materialności, gwarantem istnienia rzeczy: – Jak Parmenides i inni poprzednicy Sokratesa pytam o rzeczy fundamentalne. Na przykład: czy nic ma jakieś właściwości? czy może istnieć coś, czego nie ma? Myślę, że wiele sporów wynika właśnie z braku odpowiedzi na te podstawowe pytania. Żonglujemy terminami, pojęciami, nazwami nie wiedząc zupełnie co się za nimi kryje, lub znając je bardzo powierzchownie, dopasowując definicje do własnych potrzeb i ciasnych horyzontów. Dobrze byłoby zagłębić się w nie, spróbować dotrzeć do ich sedna. Być może udałoby się uniknąć wielu konfliktów. Wiem, że to bardzo naiwna perspektywa, jakże jednak kusząca.

„Cztery rzeczy o wodzie” – niebieska książka, z tekstem „w stylu lekko falującym”, ręcznie oprawiona, w pudełku z surowej tektury. 

Jeden z czterech żywiołów, podstawowy element życia i materialności, składnik, bez którego świat nie mógłby istnieć stał się dla Nowakowskiego pretekstem do rozważań natury abstrakcyjnej. – Książka składa się z czterech części. „Akwagrafia” to traktat o pisaniu na wodzie, „Akwafonia” o graniu na wodzie, „Akwatura” o budowaniu z wody, „Lingua Aqua” o języku wody – wyjaśnia autor. – Pierwszy z tekstów zaistniał samodzielnie jako wydawnictwo okolicznościowe z okazji otwarcia hotelu Bristol Art & Spa w Busku-Zdroju i stał się zaczynem całej serii tekstów o żywiołach. 

„6/7 rzeczy o drewnie” – papier pakowy „drewniany”, tekst złożony czcionką „drewnianą”, oprawa ręczna, pudełko nie z drewna, lecz z surowej tektury.

W niektórych kulturach wschodnich drewno i metal traktowane są jak żywioły, na równi z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą. Książka ma strukturę fraktalną. Poszczególne rzeczy traktują o drzewie, pniu, gałęziach, patykach, klockach, wiórach i trocinach. Część ostatnia jest niekompletna, a właściwie ułamkowa, stąd ułamek w tytule. 

– Drewniane stemple zrobiłem wiele lat temu. Wyciąłem je z uschniętego konaru jabłonki w moim zdziczałym sadzie. Kształt liter zależy od przekroju gałęzi; ich kontur jest taki, jaki jest zewnętrzny obrys klocka, z którego zostały wycięte. Teraz udało mi się te drewniane czcionki przekształcić w komputerowy font. Udało się także zachować, przynajmniej częściowo, ich „drewniany” charakter – zdradza tajemnicę tworzenia książki Nowakowski. Czy tutaj autor ma plany? – Następny będzie ogień. Jestem palaczem w naszej domowej kotłowni. Książka będzie obejmowała jeden sezon grzewczy, a jej bohaterem będzie kocioł centralnego ogrzewania. I wszystko, co się wiąże z paleniem w piecu. Jesteśmy dopiero w połowie sezonu, więc na książkę trzeba będzie poczekać – zapowiada artysta. – A dalej? Powietrze. Ziemia. Może metal. Lecz przede wszystkim plastik... Chyba, że pojawi się coś o czym teraz nie mamy najmniejszego nawet pojęcia.

Metafora?

„Koncert chromatyczny” – wąskie bloki tekstu układają się jak czarne klawisze pianina. Niektóre egzemplarze drukowane są na kilkudziesięcioletnim papierze kredowym w dotyku i w kolorze przypominającym klawiaturę starego instrumentu.

To opowieść o kimś kto postanawia zagrać wszystkie możliwe skale we wszystkich możliwych kombinacjach mając do dyspozycji siedem oktaw czyli 85 klawiszy pianina. Jak to zrobić, by nie pominąć żadnego układu? Po wyczerpaniu wszystkich układów w ramach pełnej oktawy, „odejmuje” jeden klawisz. A potem dwa. Aż do... – To granie staje się metaforą nie tyle życia, co funkcjonowania świata, tak jak sam instrument jest swojego rodzaju modelem tegoż świata, lub wszechświata. Rodzice kupili pianino chyba zaraz po moim urodzeniu, bo ono jest ze mną odkąd pamiętam. Starzeje się razem ze mną. Trochę się rozstroiło, klawiatura się nieco rozklekotała, tu i tam coś skrzypi, stuka, piszczy. Zupełnie jak ja – opowiada Nowakowski.

Kury

Ta książka zupełnie go zaskoczyła. – Nie wiedziałem co kupić pod choinkę trzyletniemu wnukowi mojego brata. I pomyślałem: zrobię mu książeczkę. Najpierw zebrałem swoje stare różne wierszyki, ale jakoś do siebie nie pasowały. Zacząłem więc pisać nowe. O kurach. Nie wiem dlaczego o nich. Sam bazgrzę jak kura pazurem. Więc i książka złożona jest czcionką, którą nazwałem kurysywa, bo literki pochylone są w różne strony. Powstało 11 wierszy, ale chyba dopiszę jeszcze kilka. W zasadzie to jest dopiero prototyp książki. Taka książka w połowie. Zrobiłem trzy egzemplarze. Każdy trochę inny. Na pewno więc nie jest to wersja ostateczna. To dziwne, ale przestały do naszego ogrodu przychodzić kury sąsiadów. Czyżby się obraziły? – podsumowuje.

Sława?

- Jakoś niekoniecznie wyobrażam sobie swoje książki w księgarniach. Kiedyś bardzo chciałem je tam zobaczyć. Teraz chyba już nie. One chyba się do tego nie nadają. Mają być takie, jakie mają być. I takie właśnie są. Nikt im niczego nie będzie narzucał. Są niezależne i wolne. To najważniejsze. 

Książki i ich autor czekają na: www.liberatorium.com