środa, 3 sierpnia 2016

Brudnopis z życia (Filip Zawada, „Pod słońce było”)

Aleksandra Sutowicz
("Projektor" - 2/2015)
Zaskakuje już na samym początku niekonwencjonalną formą, bo przecież zaczyna się tekstem stylizowanym na psychologiczne quizy, dalej mamy nietypowego bohatera, zróżnicowaną przestrzeń, a to wszystko (a nawet więcej) w najnowszym zbiorze tekstów Filipa Zawady „Pod słońce było”.

Zdziwienie wobec banalności świata i oswajanie się z tą banalnością, najlepiej chyba ukazał autor w nietypowej dość relacji ojca z synem (zaburzenia psychiczne ojca powodują pewne ograniczenia w kontaktach rodzica z dzieckiem), warto jednak zaznaczyć, że chory ojciec i jego syn tworzą silną wieź, ich komunikacja stanowi obronę przed światem. 

Proza Filipa Zawady to notatki biograficzne, które zapisuje na podstawie własnych obserwacji – zauważa niepozorne rzeczy, obserwuje ludzi, miejsca, zjawiska. Autor czasem sięga po ironię, parodię czy czarny humor. Jego filozofia życia zawiera się w prostocie świata, jak wtedy gdy stawia pytanie: co zrobić kiedy jest zimno? (str. 45). Przedstawia najprostsze rozwiązania, zwraca uwagę na codzienność. W jego prozie uderza mnie podobieństwo do Andrzeja Stasiuka i jego opowiadań o życiu w Beskidzie Niskim. Stosuje podobnie jak autor „Opowieści galicyjskich” geopoetykę, przedstawia mały skrawek na południu, obszar między Polską a Czechami. Magiczność tego terytorium kreuje poprzez ludzi tam mieszkających, ich aksjologię i zmaganie z codziennymi trudnościami. Urzeka również język, na pozór prosty i niezłożony, wyróżnia się poetyckością opisu, przestronnością treści i nagromadzeniu znaczeń. 

Istotną częścią w całej książce jest także ta poświęcona prababci. Tak udaje się autorowi wprowadzić temat życia i śmierci. Pisanie to swego rodzaju oswajanie się. Przebywanie wśród rodzinnych pamiątek (różańca, mandoliny) to również terapia. Życie toczy się dalej, po każdym dniu nastaje nowy, inny, tak jak inni są poszczególni mężowie babci. 

Książka składa się z małych form literackich tworząc tym samym swego rodzaju pamiętnik intymny. To opowiadania o poszukiwaniu samego siebie i własnego „ja”, jest to również próba oswojenia się z rzeczywistością, rolą ojca, pacjenta zakładu psychiatrycznego. Narrator uczy się każdej nowej roli, rozpoznaje ją. Składa się na nią codzienna proza życia, radość i smutek, śmiech i cierpienie, życie i śmierć, prostota i ambiwalencja. 

Jedna z ostatnich sentencji (a takie w tej prozie zdarzają się dość często) stanowi podsumowaniem całego sensu powieści, w której autor ujawnia swój stosunek do świata, słowa proste, jednak nie puste. Brzmi ona tak: Czasami jeden dzień trwa tyle, co pół życia, i zmienia wszystko, co do tej pory się wydarzyło (str. 113).
Filip Zawada, „Pod słońce było”, s. 116, Biuro Literackie, Wrocław 2014.