środa, 3 sierpnia 2016

Wieczne teraz

Michał Siedlecki
("Projektor" - 3/2015)
Niedawno ukazał się na naszym rynku wydawniczym najnowszy tom wierszy Marty Podgórnik – wywodzącej się z Sosnowca i mieszkającej w Gliwicach poetki, krytyka literackiego oraz redaktorki – zatytułowany „Zawsze” (2015), który po czterech latach od ostatniej premiery książkowej artystki, znów urzeka nas ironicznym i nowatorskim dialogiem z dotychczasową tradycją literacką.

Podgórnik opublikowała dotychczas osiem zbiorów poetyckich. To również redaktorka i autorka posłowi do kilku zbiorów wierszy. Jest laureatką Nagrody im. Jacka Bierezina (1996). Jej książka poetycka „Paradiso” (2000) była nominowano do Paszportu „Polityki”, zaś „Rezydencję surykatek” (2011) wyróżniono Nagrodą Literacką Gdynia (2012) oraz nominowano do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, Nagrody im. K. I. Gałczyńskiego „Orfeusz” i Nagrody Literackiej „Gryfia”.

Już na wstępie należy jednak zaznaczyć, że najnowszy tom poetycki Podgórnik – składający się z 30 wierszy – winien zasługiwać na naszą uwagę nie tylko ze względu na potencjalne nagrody literackie, które może on w najbliższym czasie zdobyć, lecz przede wszystkim za wytrwałą konsekwencję pisarki w portretowaniu wysublimowanego świata jej codzienności, ukrytego zawsze w meandrach równie osobistego, co naznaczonego wielką kreacją artystyczną, języka poetki.

Autorka „Długiego maja” (2004) pojmuje zresztą tom „Zawsze” jako studium utraty, w którym obrazy cierpienia i śmierci korespondują z opisami ekspresywnych emocji podszytych swego rodzaju ironicznym sceptycyzmem. Już sam tytuł premierowego zbioru Podgórnik proponuje nam zresztą otwartą interpretacje owego dzieła, a jego motywy wanitatywne mają w nim szereg znaczeniowych odcieni. Kwintesencją pesymizmu wydaje się tu wiersz „Pełznąca Opera”, w treści którego pojawia się taka oto fraza: Można i rzec: jestem postmodernistką, i napluć na życie, na śmierć i na wszystko (…). Przewrotność ową odnajdziemy też w – równie, co poprzedni utwór – minorowym liryku zatytułowanym „XXS”, w którym postać nienarodzonego dziecka konfrontuje poetka z zakazem zabawy nad głęboką wodą. Natomiast melancholijny wiersz „Jedenaste przykazanie” zawiera między innymi zaskakujące nawiązania pisarki do wątków biblijnych oraz do twórczości Cypriana Kamila Norwida i Andrzeja Sapkowskiego. Z kolei utwór „Sopot” – wieńczący cały tom artystki – odnosi się wprost do kresu ludzkiej egzystencji, poprzedzonego bezowocną walką z dojmującymi purnonsensami życia.

Najnowszy tom Podgórnik traktuje więc paradoksalnie – niemal wbrew posępnemu wymiarowi jej wierszy – o „wiecznym teraz” słowa poetyckiego, dzięki któremu opozycyjne w swojej naturze zjawiska życia i śmierci, miłości i nienawiści, dobra i zła, przechodzą nieustannie w swoje dialektyczne przeciwieństwa, stając się jednocześnie nieskończonym aktem tworzenia literackiego uniwersum, zawartym symbolicznie w słowie „zawsze”.

Marta Podgórnik, „Zawsze”, s. 44, Biuro Literackie. Wrocław 2015.