środa, 3 sierpnia 2016

Niejasność jasności (Jerzy Jarniewicz, „Woda na Marsie”)

Małgorzata Angielska
("Projektor" - 5/2015) 
Poetyka tomu Jerzego Jarniewicza nie jest oczywista. Odbiega od poprzednich zbiorów wierszy. Z jednej strony poeta wprowadza nas, swoją kochankę, w swój świat, na swoją orbitę, aczkolwiek za kilka stron ten klucz interpretacyjny nie pasuje do pozostałych utworów. Jednym z tropów jest biografia.

Nieważne czy zaczniemy lekturę od początku książki, czy od jej końca. Niektóre tytuły sugerują, że autor czerpie z polityczno-kulturalnych wydarzeń ostatniego półwiecza, jak np. „Kochankowie z ulicy Kamiennej” czy „Don’t cry for me, Argentina”. Pierwszy z wspomnianych wierszy nawiązuje do piosenki śpiewanej przez wielką polską artystkę, Elżbietę Czyżewską. Poeta stwierdził w wywiadzie przeprowadzonym przez Joannę Mueller, że to: Rozjeżdżanie się dyskursów. Przemiany kontekstów. Zanikanie punktów odniesienia. Powolne blaknięcie malowideł. Z tym, że ta przepaść międzypokoleniowa to w wersji mnie interesującej jedynie metafora przepaści we mnie, albo raczej, wróć!, w tym, kto w tych wierszach mówi. To także czas w działaniu, „time in Progress.

W najnowszym tomiku „Woda na Marsie” możemy zauważyć, że autor snuje refleksję nad panującą dysharmonią pomiędzy światem teraźniejszym, a przeszłym. Najbardziej widoczna jest ta różnica w języku i tradycjach pokolenia mijającego, a następującego, przychodzącego.

Tytułowa „Woda na Marsie” symbolizuje życie na martwej planecie. Każdy z nas może być takim Marsem. Można czuć tęsknotę za czymś bezpowrotnym, jak w „I syn”. Jarniewicz zdaje się tworzyć pod kątem grona wybranych odbiorców. „Pretty woman” został napisany dla zamerykanizowanego kosmopolity, „Pod osłoną nieba” zgrabnie nawiązuje do kina na bardzo dobrym poziomie, „Jest pierwsza, za chwilę Żakowski wypowie się o Przybylskiej” skierowany jest dla fana tabloidów i taniej sensacji czy „Kto zabił Marka Grechutę” – dla odbiorcy nieco już niedocenianej poezji śpiewanej.

Jarniewicz sprzeciwia się metafizyce. Wyczuwamy powrót do dekadenckiej, przerażającej wizji świata – wszechobecnej obojętności. Laureat „Silesiusa” i Nagrody Poetyckiej Orfeusz zdaje sobie dobrze sprawę z tego, że gdzieś władza opracowała tajną operację. Tę (władzę) należy rozumieć na dwa sposoby – pierwsza to taka, którą sprawujemy nad własnym życiem – życiorys, biografia, a druga – tożsamość. Pamięć to fosa, która chroni każdą z nich, spełniając funkcję widma języka.

Okazuje się, że próba uchwycenia, już w pierwszym wierszu tomu, życia na przestrzeni kilkudziesięciu lat, nie definiuje go. Autor nie otrzymał tożsamości. Jego byt rozwinął się, dzięki czemu pamięć, a także przeszłość, wróciły do niego, dając – tu i teraz – cień szansy na chwilę szczęścia. Pamięć pozwala narodzić się ponownie życiu, niczym Feniks z popiołów.
Jerzy Jarniewicz, „Woda na Marsie”, s. 52, Biuro Literackie, Wrocław 2015.