środa, 3 sierpnia 2016

Nienazwane nazywam milczeniem (Tadeusz Różewicz, Znikanie)

Małgorzata Angielska
("Projektor" - 6/2015)
To, czym charakteryzuje się poezja, moim zdaniem, jednego z najwspanialszych, najbardziej wyrazistych poetów polskich, jest lakoniczność, umiejętność operowania ciszą i kropką.

Zmarły 24 kwietnia 2014 roku Tadeusz Różewicz wraca do nas w tomie „Znikanie” dzięki Jackowi Gutorowi, który dokonał wyboru wierszy z całego okresu twórczości oraz opatrzył tom posłowiem – „Zamiast posłowia”.

Poezja Różewicza odżywa w nas dzięki swej nienachalności, prostocie przekazu, a także niekiedy silnej ekspresji i widowiskowości wyrazu. Intertekstualność nie jest autorowi obca, jak i doświadczenie Holocaustu, które przebrzmiewa w utworach z lat 40. i 50., np. „Rozebrany”. Dojmującą wizję świata nakreśla za pomocą prześmiewczego tonu. Wynika to z niemocy, niezrozumienia życia, a przede wszystkim siebie w otaczającej rzeczywistości. Jest moment, w którym autor milknie. Jak pisze Gutorow: Chciałem spotkać Poetę na granicy milczenia, gdy porzuca poetycką mowę i przyznaje się do porażki. W takich chwilach Różewicz jest najwspanialszy.

Główna problematyka tomu twórcy „Wycieczki do muzeum” to brak miejsca dla liryki we współczesnym świecie. „Znikanie” ma kompozycję klamrową. Motywem przewodnim zbioru staje się niemożność wyrażenia się, tworzenia, utrzymania pióra w dłoni. Ręka poety jest uzależniona od jego ciała, myśli, uczuć. To figura życia, która stanowi kontynuację aktu tworzenia. Jednakże poezja traci swoją pozycję w świecie. Przyczyną tego jest, jak pisze Różewicz w wierszu „Od jakiegoś czasu” – żywi (poeci – przyp. M.A.)/ wyrzucają z siebie/ w pośpiechu/ nowe książki/ jakby chcieli zapchać papierem/ dziurę. W związku z pojawiającymi się na rynku literackim nowymi poetami, którzy prezentują różny poziom artystyczny, współczesna liryka nie oddycha. Głos starego pokolenia, reprezentowany przez Różewicza, w zbiorze niejednokrotnie podkreśla ten problem. Brakuje tu odpowiedzialności, rozwagi, obciążenia historycznego, naznaczenia dziejowego. Tym samym młodzi zapominają, a mowa wiązana zamyka się w sobie i znika.

Kolejnym kluczowym aspektem dla czytania „Znikania” jest powtarzający się element wyczerpania. Każda myśl Różewicza jest skończona, wyrażona. Aczkolwiek w trakcie lektury można odnieść wrażenie, że poeta jest zmęczony nie tylko kreowaniem poetyckiej przestrzeni, także samym pisaniem. Gatunkowość ma w tym przypadku ogromne znaczenie, bowiem biały wiersz, któremu wrocławianin był wierny przez całe życie, daje wielkie pole do interpretacji.

Członek Neoawangardy Krakowskiej wiele wierszy dedykuje znanym poetom, np. Jarosławowi Iwaszkiewiczowi. Pisze o swojej niemocy twórczej, o tym, że stwarza teksty wbrew sobie oraz o nieistnieniu artysty. Idealnie istotę sprawy oddaje utwór „Na obrzeżach poezji”, gdzie wietrzeje sól ziemi/ słowa/ stają się bezdomne. Czy pisanie poezji i bycie poetą ma we współczesnym świecie jeszcze sens? Warto się nad tym zastanowić.

Tadeusz Różewicz, Znikanie, s. 84, Biuro Literackie, Wrocław 2015.