czwartek, 27 października 2016

Te duchy wciąż krążą nad miastem (Maja Wolny "Czarne liście")

Aleksandra Sutowicz
("Projektor" - 5/2016)
Przeszłość i teraźniejszość, tragiczne losy mieszkańców Kielc po 1945 roku i dramatyczne przeżycia współczesnej mieszkanki miasta, próba rozliczenia się z historią grodu na Silnicą i historią swojej rodziny. W najnowszej książce „Czarne liście”, Maja Wolny przywołuje zapomniane postaci, związane z tragicznymi, kieleckim wydarzeniem sprzed 70 lat (pogrom Żydów) i patrzy na współczesne Kielce oczami głównej bohaterki, Weroniki Czerny.

Ta książka to wędrówka po Kielcach współczesnych i tych po II wojnie światowej. Czytając powieść miałam wrażenie, że wciąż towarzyszę Weronice Czerny w poszukiwaniu jej zaginionej córki Laury, szukam jej w Parku Miejskim im. Staszica, na ulicy Żelaznej, Grunwaldzkiej, jadę w Góry Świętokrzyskie by odnaleźć małą dziewczynkę, ale też cofam się do roku 1946 by razem z Julią Pirotte sfotografować miasto dzień po zbrodni, zobaczyć jak wyglądały Kielce w lipcu 46 roku i odnaleźć miejsca, które wyparowały z lokalnych map.

Autorka dotyka tragicznych kart w dziejach miasta. Wydarzenia, które miały miejsce 4 lipca 1946 r. przy ulicy Planty 6 na lata napiętnowały miasto. Oprócz tła historycznego mamy do czynienia przede wszystkim z wątkiem kryminalnym, śledztwem, którego celem jest odnalezienie małej Laury oraz próbą zmierzenia się z historią rodziny, dziedzictwem pewnych leków, ucieczką od nich. Główna bohaterka nie pogodziła się z mroczną tajemnicą matki i przez całe dorosłe życie najpierw ucieka jak najdalej od świętokrzyskich Bielaków, by później w swojej karierze naukowej skupić się na stosunkach polskich chłopów do Żydów, zmarłym oddać swego rodzaju hołd i odkupić winy bliskich. 

Z pewnością należą się autorce słowa uznania za poruszenie tematu trudnego i wciąż bolesnego. Widmo pogromu kieleckiego wciąż krąży nad miastem jak dybuk. „Czarne liście” to książka mocno zakorzeniona w kieleckiej topografii, lokalnych wydarzeniach, klimacie społecznym. Niewątpliwie ważne jest również wprowadzenie na karty powieści fotografki Julie Pirotte, postaci autentycznej, która zjawiła się w Kielcach dzień po pogromie by sfotografować ofiary tragedii, choć przyznam szczerze, że wciągniecie jej w obręb fabuły, jak dla mnie było trochę na wyrost. Dość płynnie udaje się autorce połączyć wątek kryminalny z wątkami historycznymi i społecznymi, jednak przywoływanie znanych, autentycznych postaci, związanych z kieleckim środowiskiem było dla mnie zbyt oczywiste i niewiele wnosiło do samej fabuły.

Po zakończeniu książki czułam pewien niedosyt, to lektura, która trzymała w napięciu (w końcu poszukiwania toczą się na dobrze znanymi mi podwórku), ale też szybko dość szybko to napięcie, gdzieś ulatuje. Atutem jest fakt, że Maja Wolny nie wskazuje jednoznacznie oprawców, to czytelnik ma sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?, kto?

Warto zatem wybrać się na ulicę Planty 6, nie tylko po to by oddać hołd ofiarom, ale też skonfrontować się z samym sobą i historią Kielc.