czwartek, 27 października 2016

Sześć dni z komisarzem Bujnickim (Artur Baniewicz, "Pięć dni ze swastyką")

Dominik Borowski
("Projektor" - 5/2016)
Kryminał to gatunek literacki o określonym schemacie fabularnym. Musi być morderstwo, którego skutkiem jest prowadzone śledztwo. To tutaj autor może uwieść czytelnika, stopniowo pobudzając jego zainteresowanie i włączając go w tok prowadzonego dochodzenia. Wszystko powinno zostać zamknięte finałem, w którym ujawnia się mordercę i wyjaśnia okoliczności zbrodni. Powieść Artura Baniewicza ma skończyć się inaczej: Tak bywa w śledztwie (…) Coś wiesz, czegoś nie, nigdy nie jest jak w książce, że cała prawda wychodzi na jaw (s. 543). Czy to jest kryminał inny od wszystkich?

Myślę, że specyfika utworu, napisanego przez autora znanego dotychczas czytelnikom literatury fantasy, zaczyna się już od samego początku. Wszystko rozpoczyna się jesienią 1942 r. od zabójstwa, które na zlecenie wykonuje Paweł Bujnicki – były komisarz policji. Po lekturze pierwszej partii książki wydaje się, że on będzie tutaj poszukiwanym zabójcą. Nic jednak bardziej mylnego. Narrator wodzi czytelnika, przeskakuje z miejsca na miejsce (ogromne partie utworu rozgrywają się m.in. w regionie świętokrzyskim) po różnych wątkach. W końcu wraca do głównego bohatera i okazuje się, że Bujnicki został odnaleziony przez niemieckiego żandarma Bruna. Wgląda to na zakończenie, jednak tak naprawdę to dopiero początek… 

Paweł Bujnicki ma przeprowadzić śledztwo z podwójnym dnem. Irena Skowrońska – jego dawna znajoma, w której wciąż jest zakochany, prosi go pomoc w odnalezieniu mordercy młodego Klausa. Choć tak naprawdę kobieta chce dowiedzieć się, kto i dlaczego próbował ją zabić. Motywów może być sporo, najistotniejszy to romans z Brunem, co w realiach okupowanej Polski jest traktowane jak zdrada. Wyjaśnia się tytuł kryminału, który odnosi się do Pawła Bujnickiego, współpracującego z niemieckimi żandarmami. Śledztwo nie ma jednak oficjalnego charakteru, stąd też Paweł ma tylko pięć dni (tyle można ukrywać śmierć Klausa przed przełożonymi).

Nie będę tutaj zdradzał przebiegu śledztwa. Jest ono dynamiczne, krąg podejrzanych raz się zmniejsza, a raz powiększa. Dzięki temu coraz bardziej ciekawi nas, kto okaże się mordercą… Bujnicki sprawdza każdy trop. Czasami błądzi, innym razem idzie do przodu. Nie brakuje strzelanin. Wobec przesłuchiwanych stosuje metodę „rosyjskiej ruletki”, która zmiękcza najtwardszego. W efekcie intensywnej pracy odkrywa tożsamość zabójcy, choć nie wszystkie szczegóły zostają odkryte, niczym w prawdziwym śledztwie.

Nie sama kryminalna fabuła jest ważna w powieści Baniewicza. Prowadzone śledztwo łączy się z wątkiem miłosnym, działalnością partyzancką oraz losem Żydów w okupowanej Polsce. Czytelnik oprócz obserwacji prowadzonego śledztwa ma też możliwość oceny bohaterów i ich postępowania, przemyśleń nad kwestiami społecznymi i gdybania nad… otwartym zakończeniem. 

Choć nie przepadam za książkami historycznymi, to „Pięć dni ze swastyką” czytałem z rosnącym zainteresowaniem. Czas spędzony z Pawłem Bujnickim był niezapomnianym przeżyciem, które żal kończyć. Myślę, że książka przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom kryminałów i historii wojennych.

Artur Baniewicz, Pięć dni ze swastyką, Znak, Kraków 2016.