czwartek, 27 października 2016

Odwirowanie języka (Justyna Bargielska, „Selfie na tle rzepaku”)

Agata Orłowska
("Projektor" - 5/2016)
Zaproponowana przez Biuro Literackie wraz z początkiem 2016 roku kieszonkowa seria „22. Wiersze podróżne” to zaproszenie do podróży nie tylko przez poezję, ale i z poezją, wszak poza tradycyjnymi miejscami sprzedaży poręczne tomiki znaleźć można – a czemu by nie? na dworcach i lotniskach. Do szacownego grona trójki „podróżniczych” poetów: Jacka Dehnela („Seria w ciemność”), Romana Honeta („rozmowa trwa dalej”) i Julii Szychowiak („Naraz”) dołączyła niedawno także Justyna Bargielska, publikując swoje „Selfie na tle rzepaku”. 

Autorski wybór wierszy warszawskiej autorki, to rzecz nowa w formie, ale tylko w formie zestawienia, treściowo bowiem częściowo wywiedziona z poprzednich tomików. Wśród dwudziestu dwóch utworów serii, znaleźć można twórczość pochodzącą z „Dwóch fiatów”, „Nudelmana”, „Dating Sessions” oraz „Bach for my Baby”. Jak przekonuje poetka, jedyne kryterium doboru do „Selfie...” to kryterium ilościowe. Czy aby na pewno? Zanurzając się w lekturze nie trudno przecież doszukać się powracających leitmotivów i wspólnych odniesień. 

Tym, co wydaje się spajać „podróżniczą” twórczość jest ważkość każdego z podjętych tematów, skrywana pozornie pod płaszczem błahostek i szczególików w charakterystyczny, niepodrabialny sposób. Jest więc tu miejsce dla śmierci, macierzyństwa, przemijania, miłości, moralnych dylematów, znaku czasów... Wszystko to oszczędnie, płynnie, bez patosu. Nutą przewodnią w warstwie formalnej jest narracyjność, luźne scenki, tyleż konkretne, co nieuchwytne, nieprzekładalne na dyskursywny język. Szybkoobrotowa wirówka, w której odwirowany zostaje język, jak czytamy za Sabiną Misiarz-Filipek, to chyba słuszne określenie uprawianej stylistyki. Istotnie, język Bargielskiej nie jest łatwy i choć czytelnika zwodzić może na interpretacyjne manowce, dla niej zdaje się czymś naturalnym, bezoporowym, plastycznym. Permanentnie zaskakuje i nawarstwia konteksty. Dlatego też jest tak atrakcyjny. 

Czy wszystkie z dwudziestu dwóch wierszy są warte zatrzymania i semantycznej ekwilibrystyki? Prawdopodobnie nie. Są jednak takie, które nie potrzebują wysiłku, by pomiędzy autorką, a odbiorcą zbudować intymny pomost („Inna Róża”, „Sól i ogień”). Są też i te, które dopiero za linią tekstu tworzą głębsze obrazy i odbijają się echem („Nie mili ludzie, ale staw pokryty rzęsą”). Choć nie każdy przejrzy się w poezji Bargielskiej, jak w lustrze, jej osobiste, wewnętrzne przeżycia dojmują emocjonalnym bagażem. Emocje te nie podawane są jednak wprost, nachalnie. Ból po utracie dziecka, tęsknota przewijająca się to tu tam („Sól i ogień”, „Jednym słowem”) nie roztkliwiają, przynoszą raczej dziwny rodzaj spokoju. Rzeczywistość widziana oczami poetki otwiera na obserwację świata, który mamy tuż obok, za rogiem, innym razem tworzy rodzaj pożądanego dystansu („Selfie ze złotym siurkiem”, „Ding”). Zawsze jednak ukazuje go w nieznany nam dotąd, zadziwiający sposób.

Justyna Bargielska, „Selfie na tle rzepaku”, s. 36, Biuro Literackie, Stronie Ślaskie-Wrocław 2016.