niedziela, 31 lipca 2016

Nauka, wiedza i edukacja czy rozrywka? (Mirosław Borusiewicz, „Nauka czy rozrywka? Nowa muzeologia w europejskich definicjach muzeum”)

Krzysztof Myśliński
("Projektor" - 2/2014)
To nie recenzja. Omówienie. Subiektywne, IV tomu serii „Muzeologia”, wydawanej przy udziale Muzeum-Pałacu w Wilanowie, kosztem i staraniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jako element programu „Akademia Zarządzania Muzeum”. Solidna rekomendacja.

Autor? Wieloletni praktyk, niedawny dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, z uzasadnioną przez zainteresowania i dyscyplinę intelektualną – skłonnością do autorefleksji.

Książka? Usystematyzowana, podzielona na sześć rozdziałów, z których dwa pierwsze: „Geneza i zarys dziejów muzeum publicznego” oraz „Pojęcia i definicje muzeum w XX wieku”, solidne, erudycyjne (i niezbędne w rozprawie, która jest jak się zdaje pracą kwalifikacyjna autora – doktorską). Pozornie akademickie, przypominają czytelnikowi, że „stare, dobre muzea” nigdy nie podały się akceptowalnym definicjom – co autor wyraźnie, dla czytelnika w zaskakującej formie, przedkłada. Zestawia i analizuje definicje muzeum w kolejnych wydaniach „Encyklopedii Brytyjskiej” z ostatnich 100 lat. Jest to pomysł prosty i zachwycający. Borusiewicz, z premedytacja eksplorujący anglosaską, głównie brytyjską refleksję muzealogiczną, wykorzystał fakt, że „Britannica” nie jest solenną encyklopedię w naszym tradycyjnym rozumieniu, lecz swoistym czasopismem – trybuną brytyjskiego racjonalizmu i pragmatyzmu, żywo reagującą na wyzwania czasu.

Kolejne cztery rozdziały mogą być lektura pasjonującą: „Nowa muzeologia – główne założenia”, „Nowoczesne muzeum w nowoczesnym społeczeństwie”, „Muzeum przyszłości” i „Do czego dzisiaj potrzebne są muzea?” – są próba zmierzenia się z odpowiedzą na łańcuszkowe pytanie: czym muzeum, dla kogo muzeum, z czym muzeum, po co do muzeum, kto do muzeum, co w muzeum, czy wolno muzeum, mądrzeć (w muzeum)..., myśleć..., przeżywać..., z pokorą do muzeum, z szacunkiem..., do muzeum dla eksponatu, ...dla upewnienia o rzetelności przekazu kultury, dla dzieła, arcydzieła (a gdzież indziej dla dzieła, dla arcydzieła?), dla zastanowienia czym jest dzieło, czym arcydzieło, czy to różnica, co to nam daje, czy to nam daje coś, czy to ciekawe, czy to wypada, do muzeum jak do świątyni, do muzeum swobodnie, do muzeum, bo ciekawie, .... bo przyjemnie, czy to warto, czy to nie strata czasu, ...wstyd (obciach), muzeum a kurz (czy jest), i tak bez końca. To jedno – tak myśli (jeśli myśli), pyta (jeśli pyta), wątpi (to na pewno) widz, którego imię coraz częściej: brak widza.

Drugie – tak myśli muzealnik: czy można (wypada, jest dopuszczalne przez zawodową etyką...) wyjść widzowi na przeciw, mądrze czy miło, dla mnie czy dla widza to, co w muzeum, atrakcyjnie czy pouczająco, kolekcja czy narracja, dzieło czy jego kontekst – dzieło i jego kontekst, gdzie kończy się muzeum, muzeum a powaga, muzeum to zbiory, a muzeum bez zbiorów?, jak jest możliwe muzeum bez zbiorów..., jak jest możliwe muzeum bez widzów, czy jest muzeum, gdy nie ma widzów, czy widz w muzeum musi patrzeć – jeśli nie patrzy, a dobrze się czuje, to czy nie zdradzamy muzeum, czy nie zdradzamy idei muzeum pokazując nie-dzieło (kopię, wyobrażenie, same kopie, wyobrażenia, samą narrację, sam kontekst, sama ideę!). Strach...

I trzecie – tak „myśli” MUZEUM: zbieram – badam – pokazuję – pouczam – podnoszę – uszlachetniam – służę – strzegę – dbam (konserwuję) – włączam do obiegu – szukam języka przekładu – wabię (to dla widza), ale też: wymagam szacunku, jestem skarbnicą wiedzy, jestem alibi rozumu, jestem dowodem prawdy, jestem Prawdą (to dla siebie), ale też: przyjrzyj się, rozwiń się, zrozum, poznaj, dojrzyj, przeżyj, PRZYJMIJ.

To jest książka o STRACHU, strachu, strzaszku: muzealników, szerzej humanistów, przed utratą sensu, przeoczeniem zmiany, zatraceniem komunikatywności, powabu. Muzeom już nie wystarczy być, muszą stanąć do konkurencji o widza, wykrzesać z siebie wdzięk i lekkość. To na co dzień są konkrety – zachować pierwotny sens: gromadzić, chronić, badać i udostępniać materialne pamiątki działalności człowieka, określić się wobec „paramuzealnych zjawisk performatywnych”: parki tematyczne, muzea bez eksponatów, muzea wirtualne, muzea etnograficzne itd., nie zgubić widza.

Najbardziej jest to książka o próbie zachowania dialogu muzeów i społeczeństw w obliczu „wyzwań nowoczesności”, prowadzonej pod sztandarem Nowej Muzeologii. Dopuszczę się karygodnego uproszczenia ujmując jej istotę pytaniem: edukacja czy rozrywka. A niech tam... 

Nie, autor nie zadaje jasno takiego pytania. Robi to subtelniej i z wyrozumiałością dla czytającego: Jak należy postrzegać przyszłość muzeów: jako miejsce refleksji i edukacji, rozrywki intelektualnej na najwyższym poziomie czy raczej jako centrum zaciekawienia i rozrywki, coraz bardziej przypominające park tematyczny czy Disneyland?. Książka jest dociekliwa, erudycyjna, narracja wielostronna, wywody klarowne. Sądy niekiedy są subiektywne, ale subiektywne w zawsze jasno określonych granicach, a nawet szczególnie interesujące, gdy rodzą się z konfrontacji refleksji intelektualnej z muzealną praktyką autora.

Krążąc na różne sposoby wokół zagadnień Nowej Muzeologii Borusiewicz, wprowadza – z sensem dla wywodu i wielka korzyścią dla czytelnika – cały szereg pojęć i terminów, pozwalających „obmacać” horyzont współczesnej refleksji muzeologicznej. Tu zaledwie kilka – od technicznych po fundamentalne – podanych przypadkowo, jako ślad z lektury: kontekstualizacja obiektu przez podpis, tekst muzealny, zdyscyplinowane społeczeństwo, tworzenie solidarności społecznej (social inclusion) jako efekt działalności dobrego muzeum, „disneylandyzacja” muzeów, neuromuzeologia czyli psychologia muzealna, panmuzeologia czyli globalizacja, komercjalizacja muzeów...

Autor co chwilę umyka w okolice eseju, co czyni „Naukę czy rozrywkę?” atrakcyjną dla czytelnika chciwego na humanistykę. Muzealnikom się nie poleca – drapie.
Mirosław Borusiewicz, „Nauka czy rozrywka? Nowa muzeologia w europejskich definicjach muzeum”, s. 234, Universitas, Kraków 2012.