niedziela, 31 lipca 2016

Zielone wzgórza nad Wannsee (Grzegorz Kozera, „Berlin, późne lato”)

Paweł Chmielewski
("projektor" - 2/2013)
Pewnej marcowej nocy, pod amarantowym niebem, na lodowcu gór Söllandl zamarzał Otto Rahn – poszukiwacz świętego Graala, miłośnik Parsifala, przez moment ulubieniec Himmlera, idealista, który przywdział mundur SS, aby oddać się marzeniom o skarbie z Montsegur.

Ponad sto lat wcześniej nad jeziorem w Wannsee pod Berlinem zastrzelił się wraz z kochanką Heinrich von Kleist, oficer pruski, pacyfista, wybitny dramaturg, przerażony kantowskim imperatywem moralnym i niemożnością poznania prawd fundamentalnych.

Latem 1943 (późnym) patrząc na plażę, wzgórza i jezioro pod Wasennsee popełnia samobójstwo Otto Peters, bohater książki „Berlin, późne lato” Grzegorza Kozery. Z rejonu czesko-austriackiej prozy znanej czytelnikowi z „Drogi do Tarvisio” przenosimy się na obszar klimatów mannowskich. Te trzy przywołane śmierci (Otto Rahn to moja licentia poetica) spaja poczucie życia w epoce schyłkowej, estetycznego braku zgody na potworność otaczającego świata.

W „Berlinie...” wszystko jest schyłkowe. Radzieckie wojska podchodzą gdzieś pod Smoleńsk, alianci lądują na Sycylii, Hamburg leży w gruzach, mieszkańcy stolicy racjonują żywność na kartki, Blitzkrieg jest już tylko propagandowym frazesem. Ostatnia książka Petersa, wydana jeszcze przed dojściem nazistów do władzy nosi nazwę „Koniec lata”, cierpiący na chorobę duszy pisarz w ostatnim odruchu, estetycznym geście ratowania człowieczeństwa ukrywa zbiegłą z obozu Polkę – Halinę Kamińską.

Analogia losów Kleista i Petersa, ich poczucie życia w epoce schyłku przewija się przez całą opowieść. Nie przez przypadek Uwe Janke z Izby Piśmiennictwa Rzeszy, ironicznie pyta w księgarni, gdzie pracuje Peters czy mają może „Czarodziejską górę”. Nie epatuje autor obrazami okrucieństwa, bohaterowie giną, lecz ich śmierć poznajemy z relacji zasłyszanych. Opowieść Haliny czy album ze zdjęciami z egzekucji oglądany przez Otta to znak pamięci, wiedzy docierającej z trudem do niemieckiej świadomości.

Finałowy gest Petersa nie jest – w moim przekonaniu – gestem tragicznym, lecz stoickim. Wśród zielonych wzgórz, patrząc na jezioro mógł spokojnie zasnąć. Zasnąć i uśmiechać się leciutko do Heinricha von Kleista i zleceniodawców filmu „Kolberg”, którego scenariuszowe dialogi poprawiał chcąc ratować Halinę.

Premiera propagandowego eposu i ukochanego dzieła Goebbelsa o Auguście Neidhardtcie von Gneisenau odbyła się 30 stycznia 1945 r. w obleganym przez aliantów La Rochelle. Pancernik ochrzczony jego imieniem legnie niedługo trafiony radziecką torpedą na dnie Bałtyku. Otto Peters nie ocalił życia, ale ocalił godność. To po prostu kwestia smaku.
Grzegorz Kozera, „Berlin, późne lato”, s. 204, Wydawnictwo Dobra Literatura 2013.