Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marzena Marczewska „Ja cię zamawiam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marzena Marczewska „Ja cię zamawiam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

Leczenie jako performance (Marzena Marczewska „Ja cię zamawiam, ja cię wypędzam... Choroba. Studium językowo-kulturowe”)

Paweł Chmielewski
("Projektor" - 1/2014)
To jest książka o słowach. To jest książka o wierze. To jest książka o rytuale teatralnym. Każde z tych zdań jest prawdziwe. Język jest odbiciem mentalności. Język obłaskawia i tworzy tajemnice, magiczną aurę wokół zjawisk wywołujących bezradność – choroby i śmierci.

„Ja cię zamawiam, ja cię wypędzam...” Marzeny Marczewskiej, językoznawcy z UJK w Kielcach, to studium języka, ale przede wszystkim antropologii kultury. We wstępie wciąż powraca – czasem w formie parafrazy – maksyma, iż w języku odbija się nasz światopogląd. Z księgozbioru polskiej literatury powojennej perfekcyjnym przykładem będzie tu „Konopielka” Edwarda Redlińskiego, zaś jako parodia wcześniejsze utwory Janusza Głowackiego („Skrzek”, „Coraz trudniej kochać”). Również kino jako najważniejsza ze sztuk – zwłaszcza nowe kino rosyjskie – doskonale ukazuje przełom światopoglądowy, relikty językowe, magię opisu świata zawartą w słowach.

I tak „Elena” Zwiagincewa czy sequel „Ironii losu” autorstwa Bekmambetowa, obok Redlińskiego, stworzyły – w sposób niespodziewany – kontekst dla książki „Ja cię zamawiam...”. Dla autorki obszarem badań (socjologizujących, antropologicznych jak u obu wymienionych twórców) stał się rytuał, światopogląd zapisany w gwarze, teatr ludowych obrzędów. „Ludowość” traktuje jednakże Marczewska w szerszym znaczeniu – również jako potoczność. 

Pierwsze skojarzenie, na poziomie etnograficznym: jak niewiele różni język i obyczaj polskiej wsi od światopoglądu plemion egzotycznych. Choroba, jej nazwa, staje się tabu. Pojęcie, którego możemy spodziewać się raczej u Frazera, tu opisuje „utrwaloną społecznie wiedzę o świecie”. Widzimy wyraźnie jak autorka wykracza poza ciasny obręb dociekań językoznawczych. Tabu wrasta w sferę całej mowy potocznej, gdzie choroba śmiertelna lub wstydliwa zastępowana zostaje eufemizmem.

Osobna część poświęcona zostaje terminologii, etymologii nazw i bogatym źródłom do ich poznania. Tu spotkamy np. „chorobnika” czyli człowieka złego. Nomen omen najpowszechniejszym przekleństwem wśród polskich zesłańców (potwierdzam z rodzinnych przekazów) była „choroba”. Bywa ona – w języku ludowym – chociażby z „podwiania” lub „ostrości”. Przywołuje badaczka szereg znaków, symptomów (czasem o znaczeniu symbolicznym), które w ludowych wierzeniach zapowiadają chorobę lub śmierć – „...gdy pies wyje w domu”. Wreszcie zabawnych zaklęć i rytuałów „oddawania choroby drugiemu”.

Ciekawą konstatacją jest zestawienie tradycyjnej magii leczniczej ze współczesnym pojęciem performance’u. Tu najistotniejsza jest świadomość uczestnictwa, dotknięcia sfery sacrum. W obu przypadkach budowanie „roli” odbywa się za pomocą gestu i tajemnego, niezrozumiałego słowa.

To zaledwie niewielki zarys problematyki omawianej książki – dostępnej w Internecie na zasadzie licencji otwartej. 

Marzena Marczewska „Ja cię zamawiam, ja cię wypędzam... Choroba. Studium językowo-kulturowe”, s. 368, Wydawnictwo Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, Kielce 2012.