Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korporacja Ha!art. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korporacja Ha!art. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 października 2016

Ř˙Ű C ########## ##” +G.+’’+W>B4Gg [mke [db€ („Polish cybernetic poetry”)

Emmanuella Robak
("Projektor" - 5/2016)
Ujmijmy pisanie/odczytywanie jako proces komunikacyjny, w którym pisarz/czytelnik komunikują się z samym sobą, a dopiero później z innymi. Zamiast w wierszu ciało – zobaczmy w nim automat. Zamiast zgadzać się na język, spróbujemy się na niego nie zgadzać. Zamiast opisywać – zmieniać – ten fragment manifestu cyberpoetów ukazuję w skrócie ideę cyberpoezji, oryginalnego sposobu wyrażania siebie, za pomocą nowych mediów.
 
Internet, dzięki nieograniczonym (w zasadzie) możliwościom stał się doskonałym narzędziem dla poetów. Cyberpoezja ma coraz większą grupę zwolenników, a sama forma tego „typu” poezji przybiera coraz to nowe oblicza. W Internecie można spotkać wiersze hipertekstowe, cybertekstowe, fraktalne czy holograficzne. Wykorzystanie nowych mediów i ich możliwości do tworzenia poezji jest interesującym sposobem na pozyskanie uwagi odbiorców, którzy szukają awangardowych i zupełnie nowych rozwiązań. Dzięki nim poezja zyskuje bardzo ważne cechy – staje się ulotna, czasowa, zmienna, chwilowa, multisensowna, a przede wszystkim eksperymentalna. To trochę taki futuryzm w nowoczesnym wydaniu. Dawniej „Nuż w bżuhu” teraz:
 

 ! ~ ~. m *
________________________**_______________
_______________________***_______
czy znów doświadczenie rozs**** wybrzeże?
(fr. Łukasz Podgórni, „błękitny streaming”)
 

W Internecie można znaleźć kilka ciekawych publikacji dotyczących zagadnienia cyberpoezji, które pokazują ten fenomen z perspektywy teoretycznej. Jedną z nich jest „Polish cybernetic poetry” pod redakcją Urszuli Pawlickiej – publikacja anglojęzyczna, przygotowana w 2013 r. przez Korporację Ha!art i dostępna (na zasadzie wolnej licencji) w najpopularniejszych formatach: PDF, mobi, epub.
 
Czytelnik dostaje tutaj interesujące i intrygujące źródło, które zawiera kompendium informacji z dziedziny cyberpoezji: dziesięć tekstów teoretycznych, z których można dowiedzieć się czym jest cyberpoezja, jaka jest historia tego gatunku w Polsce, kto był prekursorem cyberpoetyki w naszym kraju, co definiuje cyber-wiersz i jakie są jego wyznaczniki. Publikacja zawiera także dwa manifesty, w których dokładnie przedstawiono sens i ideę cyberpoezji. Na samym końcu, w formie aneksu, przedstawiono biografie autorów. Zapoznanie się z tym wydawnictwem pomaga szerzej zrozumieć czym jest cyberpoezja, bo cyberpoezja to nie tylko poezja. To swego rodzaju filozofia, ukazująca ulotność chwili. To nie tylko słowo, nie tylko znak, ale również grafika czy link w wersie, który przenosi czytelnika do innej domeny zawierającej np. zakończenie wiersza.
 
W Polsce od 2005 r. do dziś grupa literacka Perfokarta sprawnie promuje ten rodzaj poezji. Założycielami formacji byli Roman Bromboszcz i Tomasz Misiak, którzy jako pierwsi wpadli na pomysł promocji zupełnie nowego stylu poetyckiego, wykorzystującego nowe media. Pomysł ten okazał się na tyle trafny i interesujący, iż w ciągu paru lat grupa nie tylko rozwinęła swoją działalność, ale przede wszystkim przyciągnęła masę odbiorców. I być może będzie tak, że cyberpoezja zawojuje cyberprzestrzeń w takim stopniu, w jakim emotikony, ASCII, emoji, anagramy, akronimy czy nazwy numeryczne opanowały komunikację internetową. A może już tak jest.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Kawalerka za projekt Lenina (Andrzej Krajewski, „Moje okładki”)

Paweł Chmielewski
("Projektor" - 1/2015)
Uczeń Wojciecha Fangora i Henryka Tomaszewskiego. Po prostu Andrzej Krajewski. Jeden z najsłynniejszych reprezentantów Polskiej Szkoły Plakatu, bohater niesamowitych historii i autor projektu graficznego wydawnictwa „Lenin. Katalog dzieł Włodzimierza Iljicza Lenina w Polsce w latach 1945-1969”, za który w 1970 r. – pracując dwa tygodnie – zarobił na mieszkanie w Warszawie.

Andrzeja Krajewskiego znamy przede wszystkim jako autora plakatów. Wymieńmy tylko „Amarcord”, „Zaklęte rewiry”, „Pulp fiction”, „Utraconą cześć Katarzyny Blum”. To tylko część – słynniejsza – jego dorobku. Drugą stanowią obwoluty książek i czasopism. „Moje okładki” wydawnictwa Ha!art, zebrane przez Tytusa Klepacza, są doskonałym wyborem 174 prac artysty – od „Między wolnością a zyskiem” (1961, jeszcze wspólnie z Marią Ihnatowicz) do „Skyliner” (2012).

Obserwujemy Krajewskiego jako projektanta dziewięciu okładek dla Klubu Interesującej Książki oraz przedsięwzięcia nietypowego, charakterystycznego w surrealistycznej rzeczywistości PRL-u: grafik dla Państwowego Wydawnictwa Rolniczego i Leśnego. Artysta jest autorem, sprowadzonych do prostego znaku jak w rysunku inżyniera-konstruktywisty, winiet „Pomp wtryskowych i wtryskiwaczy ciągników” czy „Mechanizacji buraka cukrowego”. Z PWRiL współpracowali również: Jan Młodożeniec, Jan Lenica, Wojciech Freudenreich.

Prawdziwe artystyczne szaleństwo widzimy na okładkach miesięcznika „Polska” (1967-1981). Ujawniają się fascynacje Krajewskiego – pop art, komiks, film amerykański. Groteskowy symbolizm mógłby ilustrować książki Douglasa Adamsa czy Terry’ego Pratchetta. Stąd tylko krok do Stanów Zjednoczonych, gdzie artysta mieszka od 1985 r.

Mam cichą nadzieję, że „Moje okładki” Andrzeja Krajewskiego są prologiem nowego cyklu. Mógłby być Jan Młodożeniec lub Daniel Mróz? Na początek.
Andrzej Krajewski, „Moje okładki”, s. 235, Korporacja Ha!art, Kraków 2014.